Kochany Pamiętniku!
Dzisiejszy dzień? Hmm, może nie idźmy skrótami i zacznijmy od początku, od samego sedna sprawy. Obudziłam się coś po 9, zamiast się wyspać - przecież jest sobota. Ale wciąż wyrzuty sumienia nie pozwalają mi spać, wciąż to samo pytanie "Dlaczego? Czy to na pewno ja? Wciąż mnie oskarżają, jak to?", może kiedyś znajdę na to odpowiedź? Hmm, sama nie wiem. Wszyscy domownicy, chyba jeszcze spali, musiałam iść to sprawdzić. Zawsze pierwszy wstawał ojciec, a teraz? Nikogo nie słychać w kuchni. Postanowiłam iść zajrzeć do sypialni, otwieram drzwi - wielkie łoże rodziców idealnie pościelone, zasłony odsłonięte i pytanie "gdzie oni są?". Idę do sypialni Amandy, jej też nie ma, tak samo jak Kortney. Wywiało ich? Nie lubiłam bywać sama w domu, bałam się samotności. Czym prędzej pobiegłam po telefon, wybrałam numer do mamy, nikt nie odbierał, po chwili postanowiłam zadzwonić do ojca, na szczęście chociaż on odebrał.
- Mery? Co się dzieje? - zapytał -
- Pytasz mi się co się dzieje? Jest 9 rano, pusty dom, dobrze wiesz, że nie lubię być sama w domu! Gdzie wy jesteście? - krzyknęłam -
- Spokojnie słoneczko, jesteśmy w Glasgow. Kortney i Amanda są u dziadków a my z mamą musieliśmy tu przyjechać, najprawdopodobniej otwieramy kolejną prywatną kancelarię. Nie mam pojęcia kiedy wrócimy, dom jest pod twoją opieką. W kuchni leżą pieniądze, zaproś sobie koleżanki, miłego dnia. Kochamy Cię - powiedział -
Nawet nie zdążyłam mu powiedzieć, tego co chciałam. Zawsze praca była ważniejsza ode mnie, od wszystkich. No cóż, nie zastanawiałam się długo nad tym, co mogę robić dzisiaj - oczywiście, impreza. Postanowiłam zadzwonić do Juliet, czy ma dziś czas, aby wpaść, na noc. Zgodziła się, ogarnęła też kilku znajomych, a ja postanowiłam zaprosić Maxa, chłopaka, który już od dawna mi się podobał. Czym prędzej ruszyłam się, ogarnąć. Weszłam do wanny, szybka odświeżająca kąpiel. Potem postanowiłam zrobić coś z moimi włosami. Grube i gęste ciemno brązowe kudły, były wszędzie, dosłownie. Wyprostowałam je, umalowałam się. Było coś po 14, trochę mi to zeszło. Postanowiłam się ubrać, poszłam do garderoby, szybko znalazłam odpowiednie ciuchy, następnie zeszłam na dół zjeść jakiś posiłek a potem ogarnąć wódkę, piwo, fajki i zioło. Czyli normalny skład na każdy wieczór. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, była to Juliet, przyniosła jointy, kilka piw. Powiedziała mi, że znajomi będą coś po 16, Max również. Zamówiliśmy kilka pizz, kebaby, zapiekanki. Różne rzeczy. Usiadłyśmy na kanapie i oglądaliśmy jakieś filmy, rozmawiając o dzisiejszych planach.
- No Mery, jakie plany na dzisiejszy wieczór? Max? - zapytała -
- Chyba żadna nowość, mam nadzieję, że dzisiaj chociaż porozmawiamy a nie tak jak na domówce u Henne. A ty, na kogo dziś polujesz? - powiedziałam -
- Sama nie wiem, może Oskar? Hmm, pewnie on. - odpowiedziała -
Nagle, naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi, byli to znajomi. Był też Max. Impreza się rozkręciła. Fajki, wódka, piwo, sisha, jointy - poszły w ruch. Nagle, gdy piłam drinka podszedł do mnie Max, i chciał pogadać.
- Hej Mery, pięknie dziś wyglądasz. - powiedział -
- O hej! Dziękuje ty też. - odpowiedziałam -
- Słuchaj, chciałem Ci coś powiedzieć, już od dawna, podobasz mi się i to bardzo. I nie wiem, czy odwzajemniasz moje uczucia ale chcę żebyś to wiedziała. - rzekł -
Jego słowa, oszołomiły mnie, to było jak spełnienie marzeń. Przytuliłam go i zaczęliśmy się całować. Następnie zapaliliśmy razem, alkohol też nam towarzyszył. Z opowiadań Juliet wiem, że razem poszliśmy na górę. Reszty nie pamiętam, film się urwał. Teraz siedzę nad Tobą, kochany pamiętniku i piszę to ostatnimi siłami. Wszyscy zjarani i uchlani leżą na dole i śpią. Juliet też dawno śpi, a ja postanowiłam napisać Ci to, bo jeszcze coś pamiętam. Chyba marzenia się spełniają, bo moja miłość śpi, na moim łóżku. Idę spać do niego, tak jak wcześniej. Dobranoc, marzenia się spełniają, pamiętniku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz